|
poniedziałek, 01 stycznia 2007
Ranking 2006 roku wg EL PAIS.
Jak zawsze u schyłku kończącego się roku mamy doczynienia z różnymi podsumowaniami piłkarskimi. W Europie największym prestiżem i estymą cieszy się wydawnictwo France Football. W Ameryce Południowej odpowiednikiem FF jest urugwajski dziennik El Pais. W dwóch najbardziej eksponowanych kategoriach myślę nie było niespodzianki. Dublet najlepszego piłkarza i trenera Ameryki zgarnęli przedstawiciele chilijskiego Colo Colo Santiago, niewątpliwej rewelacji roku. W tej pierwszej kategorii triumfował bezapelacyjnie 21-letni Chilijczyk o argentyńskim pochodzeniu Matias Ariel Fernandez, natomiast w tej drugiej Argentyńczyk Claudio Bichi Borghi (miał on godnego rywala w osobie Alfio Coco Basiliego). Szersze wyniki tych, a także pozostałych rozstrzygnięć przedstawiam poniżej.
niedziela, 24 grudnia 2006
Colo Colo z Mistrzostwem Chile.
CHILE. Zakończyły się rozgrywki ligowe w Chile. W Torneo Clausura 2006 zwyciężyła drużyna, która w ostatnim półroczu zrobiła niebywały progres. Podopieczni Argentyńczyka Claudio Borghiego zarówno w lidze jak i na kontynencie południowoamerykańskim w bierzącym roku nawiązali do lat świetności tego przecież skądinąd sławnego klubu. Zwłaszcza w Copa Sudamericana 2006, zespół spisywał się rewelacyjnie. Z początku postępy chłopców Borghiego fachowcy określali mianem niespodzianek. Jednak gdy niespodzianki zaczynają się powtarzać to siłą rzeczy przestają być niespodziankami. I tak było w przypadku Colo Colo. Zespół niezwykle młody, utalentowany teraz po zdobyciu mistrzostwa Chile i dojścia do finału CS 2006 jest wręcz rozchwytywany przez zamożne kluby. Niemal przesądzone jest, że sprzedane zostaną dwie olbrzymiego kalibru chałbice Colo. Zarówno 25-letni Humberto Chupete Suazo (zainteresowane są nim kluby włoskie) jak i o cztery lata młodszy Matias Ariel Fernandez (już sprzedany do hiszpańskiego Villarreal CF) swoimi niebywałymi popisami strzeleckimi rozsławili się na cały świat. Zdobyli multum bramek doprowadzając nie jedną obronę na skraj ruiny. Tej parze sekundowali pozostali, a więc świetny rozgrywający Arturo Sanhueza (o którego dopytuje się już argentyńskie River Plate), człowiek od czarnej roboty Rodrigo Kalule Melendez (jest w kręgu zainteresowania Racing Club de Avellaneda), 18-letni napastnik Alexis Sanchez (będący na wypożyczeniu z włoskiego Udinese) oraz obrońcy Arturo Erasmo Vidal (rocznik 1987), Alvaro Ormeno (jest podobno po słowie z San Lorenzo de Almagro) oraz kapitan Cacique (przydomek Colo Colo) David Henriquez (także kuszony przez La Academię z Avellanedy).
W rozgrywkach krajowych Colo Colo szło jak burza zwłaszcza w rundzie pucharowej. Po drodze do finału kolejno eliminowało Puerto Montt oraz Cobreloę. Wydawało się że godnym rywalem w finale będzie ktoś z dwójki pozostałych Los Grandes chilijsiej piłki. Nic z tego. Ani La 'U' czyli Universidad de Chile, ani Universidad Catolica nie potrafiły przebrnąć bariery ćwierćfinału. Wobec braku wielkich miano finalisty wywalczyć musiał ktoś z mniej utytułowanych drużyn. Ten zaszczyt spotkał zespół Audax Italiano. Zespół Raula Toro dokonał dużego wyczynu awansując do finału. Jednak z tak dysponowanym Colo Colo nie miał najmniejszych szans. W dwu meczu uległ dość łatwo. W ekipie Ciclistas wyróżniali się zwłaszcza dwaj zawodnicy. Napastnik Carlos Villanueva oraz obrońca Boris Rieloff. Obaj już znależli się w kadrze Chile prowadzonej przez Urugwajczyka Nelsona Acostę. Jasne się staje że taki stan nie potrwa zbyt długo i wkrótce i Villanueva i Rieloff opuszczą Audax.
sobota, 23 grudnia 2006
Jubileusz autora 'MARACANAZO'.
W tym wpisie postanowiłem wspomnieć piłkarza, który w historii światowego futbolu zapisał złotą kartę. Okazją ku temu była 80 rocznica jego urodzin jaka przypadła na piątek 22 grudnia br. Mowa oczywiście o legendarnym i jedynym żyjącym jeszcze Mistrzu Świata ze słynnej ekipy Urugwaju z 1950 roku, Alcidesie Edgardo Ghiggii. I choć dla mnie człowieka z zupełnie innego pokolenia ów 1950 rok to prehistoria, oprócz wydarzeń teraźniejszych stale i z wielką pasją pogłębiam swą wiedzę nt. historii futbolu zwłaszcza jeżeli pochodzi ona z tamtego regionu świata. Tenże 1950 rok przez Urugwajczyków pamiętany jest również z innego względu. W finale upokorzyli wtedy samą Brazylię na jej własnym stadionie-pomniku przesłynnej Maracanie w obecności nieprzebranego tłumu brazylijskich kibiców. Było ich wtedy blisko, uwaga(!) 200 tys widzów. Ten Wielki ryk brazylijskiej Torcidy rychło zamienił się w ocean łez i to w głównej mierze za sprawą naszego bohatera. Alcides Ghiggia zadał decydujący cios w 79 minucie [jeżeli chcecie zobaczyć bramki z tego meczu proszę 'kliknąć' tutaj] spotkania. Ten gol zapisał się w pamięci potomków Indian Charrua jako gol Maracanazo. Cóż za subtelna nazwa. Te wydarzenia sprzed ponad pół wiecza mają urugwajczyków kto wie czy nie większą rangę aniżeli te nasze z 1974 roku z Mundialu z Niemczech.
Szanowny jubilat nie rozegrał zbyt wielu spotkań w ekipie Celestes (uzbierało się ich raptem 12, w których strzelił 4 gole wszystkie w pamiętnych MŚ'50). W drugiej połowie lat 50-tych stał się jednym z Oriundich gdyż postanowił zmienić przynależność reprezentacyjną z urugwajskiej na włoską. Dla tamtejszej reprezentacji jeszcze mniej znaczył (zaledwie 5 występów i 1 gol). Co innego w klubie. Z AC Milan po dwakroć sięgał po mistrzostwo Włoch (lata 1961-62). Wyczyn ten powtórzył grając wcześniej w Penarolu Montevideo (1949 i 1951). Między Penarolem a Milanem zaliczył także epizod w AS Romie. PS: Świetnym pomysłem wykazali się organizatorzy tegorocznego Mundialu w Niemczech zapraszając do udziału w otwarciu tej imprezy żyjących Mistrzów Świata z całej jego historii. MŚ z 1950 r. reprezentował właśnie tylko Ghiggia...
poniedziałek, 18 grudnia 2006
Copa Sudamericana 2006 (5).
Jak powszechnie wiadomo w zeszłym tygodniu zakończyły się rozgrywki o Copa Sudamericana 2006. Zakończyły się one historycznym - bo pierwszym w historii rozgrywek południowoamerykańskich - triumfem ekipy z poza kontynentu czyli meksykańskiej Pachuci CF Hidalgo.
Oto jak przedstawia się moja subiektywna "11" tych zmagań. Trener: Enrique Meza/MEX (Pachuca CF)
czwartek, 14 grudnia 2006
Uwieńczona pogoń za Boca. Niewyczerpane złoża Argentyny.
ARGENTYNA. W swoich opisach wydarzeń zza Wielkiej Wody rzadko poruszałem to co działo się w przeciągu ostatniego półrocza w rozgrywkach w Argentynie. Na początku pragnę wszystkich uspokoić. Tamtejsze zmagania śledziłem i nadal będę śledzić na bierząco z olbrzymim zainteresowaniem. Bo czy może być inaczej, skoro gra tam mój ukochany River Plate... Po prostu po mistrzowsku wyręczał mnie w tym wybitny znawca futbolu z tamtego zakątka świata Sergiusz Bober (fan... Boca Jrs; no cóż podobno do tanga trzeba dwojga) na swojej stronie zatytułowanej Futbolin. Futbolin stanowi dużą wartość poznawczą dla każdego fana interesującego się futbolem latynoskim. Ot, taki internetowy almanach. Zakończyły się zmagania w Torneo Apertura 2006 dodatkowym meczem na neutralnym stadionie Velez Sarsfield noszącego nazwę Estadio Jose Amalfitani. Zakończyły się mimo wszystko niespodzianką czyli zwycięstwem Estudiantes. Jednak przyznać trzeba, że roztrwonienie przez Boca kilku punktowej zaliczki w przeciągu dwóch następujących po sobie kolejek sezonu zasadniczego, dawało bez wątpienia przewagę psychiczną graczom Estudiantes. Pincharatas wykorzystali to w całości. Wkład w to zwycięstwo należy się przede wszystkim głównodowodzącymu z La Platy, a więc zaliczającemu Wielki Come Back w lidze argentyńskiej Juanowi Sebastianowi Veronowi, kreowanemu na jego następcę Jose Ernesto Sosie, duetowi napastników Mariano Pavonowi oraz nieśmiertelnemu Jose Calderonowi, a także środkowemu obrońcy Augustinowi Alayesowi. Świetnie to wszystko scalił i poukładał do niedawna znakomity reprezentant Albicelestes Diego Simeone. To jest zaledwie jego druga posada trenerska i już zakończona takim sukcesem. Jak widać doświadczenie jakie zbierał przez wiele lat będąc piłkarzem w najlepszych klubach na świecie i u najlepszych trenerów już przynosi swoje owoce w pracy szkoleniowej. I to jakie. Szkoda by ten niebagatelny sukces został tak szybko zaprzepaszczony przez władze klubu poprzez wyprzedaż najlepszych graczy. Kolejnym mimowolnie nasuwającym się krokiem powinno być pójście za ciosem czyli podbój kontynentu czego namiastkę doświadczyliśmy w tegorocznej edycji Copa Libertadores.
Sezon TA bez wątpienia obfitował w wiele emocji. Objawił nam także lekkie kontury być może świetnych w przyszłości piłkarzy. Jak powszechnie wiadomo Argentyna posiada nie od dziś podatny grunt do rozwoju talentów. Piłka nożna to w Argentynie sport numer 1, a poza tym rangę tej dyscypliny wyniosła do granic wytrzymałości osoba Diego Armando Maradony. To na nim zrazu wzorują (oby tylko w stricte sportowym znaczeniu) się kolejni młodzi zwłaszcza ofensywnie grający piłkarze. Kiedyś z wzorem kształcenia piłkarskiego narybku słynęła tylko szkółka River Plate. Teraz różnice w tej dziedzinie się zatarły. Velez, Boca, Independiente, Argentinos Jrs czy chociażby Newell's Old Boys już niczym nie odstępują od River pod tym względem.
Velez od kiedy trenerem jest Miguel Angel Russo swoją politykę transferową ogranicza do zasady: drogo sprzedać, coś wartościowego dokupić i jak najszybciej dokoptować do pierwszego składu coś własnego chowu by póżniej dużo na tym zyskać. Po sprzedaży Graciana i Somozy dokupiono trzech Moreno y Fabianesiego (pełne nazwisko), Martineza oraz Papę. Z biegiem czasu, wskutek niezadowalających wyników w TA, Russo zaczął poszukiwać alternatywnych rozwiązań. I takie znalazł w młodzieży Velezano. Napastnicy Juan Manuel Varea (rocznik 1986), Maximiliano Timpanero (1988) czy obrońca Marco Torsiglieri (1988) być może już w przyszłym sezonie będą stanowić o sile El Fortin. Trochę inaczej doszło do debiutu w barwach River Plate innych juveniles. Pasarella miał mały z tym problem bo z jednej strony wiedział o zbyt dużym ryzyku z wystawieniem nieopierzonych do pierwszego składu (niemal do końca była szansa na dogonienie Boca w lidze), a z drugiej dostrzegał zauważalny progres ich talentu w drużynach amatorskich. Na początku, mimo szansy na ostateczny triumf wpuszczał ich na końcówki spotkań, gdy już nadzieje na mistrzostwo upadły dał im pograć więcej. W taki sposób zaszczytu dostąpiło trzech piłkarzy z rocznika 1988: napastnik Juan Ignacio Antonio, Jose Ignacio San Roman i Diego Buonanotte. Czwartym został niebywały ponoć talent Mateo Musacchio (parol na niego zagięła londyńska Chelsea). Ten rozgrywający ma zaledwie 16 lat(!) i już debiut w najwyższej klasie rozgrywkowej. Jeszcze młodsi figurują w kadrze Newell's Old Boys. Jednak zarówno Cristian Battocchio (z rocznika 1992) oraz wicemistrzowie kontynentu sprzed roku do lat 15 Santiago Fernandez i Alexis Machuca (obaj z r. 1990) muszą jeszcze trochę poczekać (trzecim wicemistrzem był bramkostrzelny Federico Laurito którego przed sezonem przechwyciło włoskie Udinese). Póki co szansę dostali nieco starsi Hernan Bernardello (1986) oraz Leonel Vangioni (1987). Jasnym punktem Independiente de Avellaneda zakończonego sezonu był wychowanek klubu Victor Ismael Sosa. W Arsenalu Sarandi niepoślednią rolę odgrywał filigranowy 18-latek Alejandro Gomez, a w zwycięskim Estudiantes 17-latek Pablo Piatti, który już w niedługim czasie ma stanowić o sile drużyny z La Platy. |
L I N K S Blog Futbolin - - - Forum "PN" Liga argentyńska Ligi Ameryki Płd+Meksyk | ||||||||||||||||||||||||